poniedziałek, 31 stycznia 2011

Walentynki tuż tuż

No właśnie. Walentynki tuż tuż. Co prawda nie jest to jakoś szczególnie przeze mnie ukochane "święto", ale przecież każda okazja jest dobra, żeby okazać uczucia bliskim.
A że jeszcze do tego pojawiło się w Hopmarcie takie sympatyczne wyzwanie :-)


Zgłaszam tę kartkę do konkursu, a tutaj chciałabym ją sprezentować wszystkim moim wirtualnym, blogowym przyjaciołom i znajomym.
Żyjemy w pełni gdy kochamy innych ludzi. Gdy potrafimy ich słuchać, rozumieć, gdy nie skupiamy się na sobie. I obyśmy wszyscy, oczywiście, nie tylko z okazji Walentynek, ale tak po prostu na co dzień umieli pięknie żyć!




PS. I proszę o wyrozumiałość, to dopiero moja druga kartka :-)

sobota, 29 stycznia 2011

Frywolitki

Moja Mama jest nitkową czarodziejką :-)
Zachwycamy się cudnymi firankami i niesamowitymi serwetami, które robi na szydełku, a teraz Mama zajęła się frywolitkową biżuterią.
I wprawia mnie tymi swoimi koliami i kolczykami w taki zachwyt, że nie umiem tego wyrazić słowami. Tylko wzdycham i pojękuję ;-)
Wczoraj miałam okazję włożyć jeden z komplecików :-)


 Cudne, prawda? :-)
Ja tak nie umiem :-)

czwartek, 27 stycznia 2011

Kartka

Zrobiłam kartkę. Według mapki z Hopmartu. Zgłosiłam ją też do 13 wyzwania :-)



Kolory słabo widać, bo zdjęcia przed chwilą robione. Lepiej oddaje je to drugie zdjęcie.

Obiecałam

Obiecałam więcej zdjęć znad morza :-)
Dziś była u nas tak cudna pogoda, że nie mogliśmy nie pojechać nad morze na spacer! Taką zimę to ja nawet lubię :-)


Słoneczko pięknie świeciło więc nawet można było się poopalać ;-)

W wielkie zdumienie wprawiły nas bazie! Najprawdziwsze bazie! W styczniu! No ale skoro u nas w ogrodzie irysy i hiacynty już wyszły z ziemi, to co się dziwić baziom ;-)

A po wyczerpującym spacerze, obowiązkowo - na gofry! :-)

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Kalendarz

Mieliśmy w domu kalendarz ścienny z ubiegłego roku. Z zegarkiem. Z racji profesji mojego męża -  z hurtowni z elektronarzędziami :-) Zdecydowanie się nam opatrzył i stracił na atrakcyjności. Postanowiłam więc go odświeżyć :-)
I taki o mi wyszedł...






W rzeczywistości oczywiście wygląda lepiej ;-)

Czy u Was też dziś było takie przecudne przedpołudnie? Lekki mrozik, odrobina śniegu, słoneczko, bezchmurnie. Bossko! Odbyliśmy z młodszym i Mamą bardzo przyjemny spacer, a starsze dziecię z przedszkola maszerowało do lasu i wieszało na choinkach marchewki, liście kapusty pekińskiej i jabłka dla zwierzątek :-)

sobota, 22 stycznia 2011

Nadal świętujemy :-)

Dzień Babci i Dziadka nadal u nas trwa :-)
Tu pasiaki z Babcią, a Babcia ma na szyi frywolitkowy naszyjnik, który sama zrobiła!! Taką mam zdolną Mamę :-)

Tu karteczka, którą poczyniłam



A tu Aniołki dla Babci, które poczyniliśmy z chłopakami we trójkę :-) Inspirowane Aniołkami Ani. Aniu - dziękujemy! :-)

piątek, 21 stycznia 2011

Dzień Babci, Dzień Dziadka

To ważne święta :-) Chyba nikt nie zaprzeczy, że Babcie i Dziadkowie są szczególnymi osobami w życiu każdego człowieka. Kochają po swojemu, bawią się po swojemu, opowiadają bajki po swojemu. Babcie i Dziadków kochamy jak nikogo innego na świecie :-)
Nasz przedszkolak dał tego dowód na przedszkolnym przedstawieniu :-) Deklamował wierszyk bez zająknięcia


Pięknie śpiewał
 

I tańczył krakowiaka nawet!

No i te artystyczne laurki! :-) Były też całusy i przytulanki :-)






A drugi ukochany Dziadek i tak wszystko widział, nawet próby! :-) I na pewno Mu się podobało i szeroko się uśmiechał :-)


czwartek, 20 stycznia 2011

Tworzenie wciąga - zegar

Nie wytrzymałam i jeszcze wczoraj zrobiłam zegar do pokoju chłopaków :-)




W dodatku pomyślałam wywrotowo, że może mogłabym go zgłosić do szufladowego wyzwania "Dzień Babci i Dziadka" :-)
Chłopaczkom się baaardzo podoba. To najważniejsze :-)

środa, 19 stycznia 2011

Mój pierwszy raz

Chciałabym Wam coś zaprezentować. Z taką pewną nieśmiałością... bo popełniłam swój pierwszy w życiu scrap :-) To znaczy, pewnie para-scrap. No dobra, zrobiłam okładkę do kalendarza wykorzystując materiały do scrapbookingu. O, to jest właściwe określenie :-)



Zrobiłam sobie małe zakupy w craftmanii i postanowiłam coś z tego wykombinować. Szalenie spodobał mi się ten papier, z motywem podróżniczym. A nadarzyła się świetna okazja ponieważ mój mąż dostał bardzo fajny kalendarz z okładką w kolorze fioletowym, którego całym sercem nienawidzi, więc rzucił go na bok i spisał na straty :-)

Powody małej ilości ozdób są dwie :-) Po pierwsze to mój całkowity pierwszy raz i wszystko robię z wielką nieśmiałością, a po drugie mój mąż zdecydowanie nie lubi kwiatków, pierdotków, falbanek, koronek i tego wszystkiego co mi się ze scrapbookingiem kojarzy :-) Oszczędność ozdób jest zdecydowanie w jego stylu więc mam nadzieję, że prezent przypadnie mu do gustu :-) Jeszcze go nie widział :-)

W planach mam już kolejne prace, tym razem nie będę musiała oszczędzać na ozdobach więc sobie poszaleję, bo śliczności zakupiłam, że ho ho! :-)

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Wiosenne porządki ;-)

Jako, że aura dziś u nas iście marcowa, wyskoczyliśmy z chłopakami do ogrodu porobić styczniowe, wiosenne porządki, haha :-)
A w ogrodzie naprawdę wiosennie. Aż szkoda, bo hiacynty, irysy i żonkile powychodziły z ziemi.





Trochę się martwię czy zapowiadany i w sumie chyba nieunikniony powrót zimy im nie zaszkodzi... Mam nadzieję, że się uśpią i wytrzymają do wiosny :-)
Złapałam też aparatem dwa skowronki :-) Oto one!

piątek, 14 stycznia 2011

Scerbol

Czy to bajka, czy nie bajka,
Wierzcie sobie jak tam chcecie.
A ja przecież Wam powiadam, że SCERBOLE są na świecie! :-)


Pierwszy ząb! Zupełnie niespodziewanie :-) Nie wiedziałam, że to już! Przed piątymi urodzinami!
Ech, to zaraz matura będzie, potem żona i ani się nie obejrzymy a już z mężem będziemy "dziadostwem" ;-)

No i wiecie... Dziś w nocy przyleci Wróżka Zębuszka! Ząbek już w pudełeczku załadowany pod poduszkę i trzeba szykować piątala :-)

czwartek, 13 stycznia 2011

Co mi w duszy gra dziś wieczorem

Udał się :-)
Chleb na dwudniowym zakwasie się udał :-)
Pieczony w garnku rzymskim, pod przykryciem. Otworzyłam go tylko na ostatnie 10 minut pieczenia, żeby się zarumienił :-)



Może jeszcze nieco płaski, bo na bardzo świeżym zakwasie bez dodatku drożdży, ale to nie ma dla moich smakoszy znaczenia. Chrupiąca skórka, pyszny miąższ. Zrehabilitowałam się w oczach rodziny, haha :-)

Ale jakoś dziś nie jest mi do śmiechu za bardzo...
Dowiedziałam się, że rehabilitacja chorych i opóźnionych w rozwoju dzieci (dorosłych pewnie też) została obłożona 23% VATem. Do tej pory była bez VATu. Znam kilka Mam, które intensywnie, w miarę możliwości korzystają z przeróżnych turnusów rehabilitacyjnych i jeżdżą na nie ze swoimi dziećmi. Bo wczesna rehabilitacja działa cuda. Bo w maleńkości wiele można naprawić. I w sumie swoje życie poświęcają na ratowaniu zdrowia swoich dzieci. A koszt takich turnusów, koszt rehabilitacji jest potworny. Są to wielkie, wielkie pieniądze. A teraz jeszcze ten nieszczęsny VAT... Koszt każdego wyjazdu wzrasta o ok 1 tysiąc złotych. Przecież to bez sensu...
Ja generalnie rozumiem potrzebę podwyżek, zgadzam się na zaciskanie pasa, na wyrzeczenia w imię przyszłej pomyślności. Ale kurza twarz! Trochę rozsądku, empatii i zwykłego, ludzkiego zrozumienia! Jak ktoś mógł wymyślić, żeby kasę ściągać od najbiedniejszych! Jak można odbierać chorym dzieciom szansę na wyleczenie? Przecież znakomitej większości rodziców nie będzie już po prostu stać na to, by walczyć o zdrowie maluchów. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Gdzie ekonomia? Ludzie, to nie Sparta!!
To co? Już tak bez emocji i osobistych odniesień. Lepiej utrzymywać całe rzesze ludzi niepełnosprawnych czy umożliwić im w dzieciństwie jak największą i najbardziej intensywną rehabilitację? Żeby mogli być samowystarczalni, przydatni, jak najbardziej sprawni? To tak samo jak z oświatą. W dzieci i ich edukację trzeba inwestować najwięcej jak tylko można! Nie dotykać przy szukaniu oszczędności! Praca u podstaw!!!

Ech... Smutno mi po prostu. I jestem zwyczajnie rozczarowana. Bardzo. Czemu zawsze są piękne idee, rozsądne pomysły, wielkie słowa, a na końcu najsłabsi dostają po doopie? Za co my płacimy tym wszystkim mądrym, debatującym głowom? Za to, żeby rzucali nam kłody pod nogi? Sorry, coś tu jest nie tak.

Ja popieram opcję, która stoi u władzy. Uważam, że w końcu mamy właściwych ludzi na właściwym miejscu. I tu się nic nie zmienia. Każdy inny byłby o niebo gorszy, tak sądzę. Ale wkurzona jestem niesamowicie, bo ktoś tu ewidentnie dał plamę! I w dodatku odbyło się to po chamsku, znienacka, bez uprzedniego poinformowania, bez szans debaty! Panowie i Panie Ministrowie, Panie Premierze - WSTYD!!!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Porażka

To dziwne. Skwaśniał mi zakwas. Podczas mojej choroby. Wyczuł ją? ;-) Stał jak trzeba w słoiczku w lodówce i nagle zaczął się dziwnie zachowywać, po czym najzwyczajniej w świecie się zepsuł... Porażka ;-)

Ale to nie koniec dziwnych rzeczy...
Bo ja oczywiście zrobiłam następny zakwas, według mojego stałego przepisu. I on mi nie wyszedł! Wyszedł kwaśny! Miałam jeszcze jakąś tam nadzieję, zrobiłam z niego zaczyn, on jakiś taki niewyraźny był co prawda, ale się uparłam. Ciasto włożyłam do mojego nowego garnka rzymskiego, nabytego specjalnie do pieczenia chleba, bo ponoć pyszny z niego wychodzi, postawiłam jak zawsze przy kominku, no i... Wyrósł nawet troszkę, z jednej strony ;-) Ale po upieczeniu - klapa totalna! Kwaśny! Pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło! Jestem niezadowolona oczywiście, ale chyba jeszcze bardziej zdziwiona! ;-)
No i z tego zdziwienia postanowiłam zrobić teraz zakwas według trochę innego sposobu. Też z Pracowni Wypieków.
Chyba powinnam poprosić Was o trzymanie kciuków ;-) W tej sytuacji... na pewno powinnam :-) No to trzymajcie, proszę! :-)
No a tutaj przepis na ten nowy zakwas:

Najprostszy przepis na zakwas:
kubek mąki żytniej + kubek ciepłej wody + łyżeczka jogurtu (można pominąć) = zamieszać (w słoiku), zostawić na noc na kaloryferze. Na drugi dzień kubek wody + kubek mąki. Zamieszać. I można piec chleb :-)
Czyli pojutrze pieczenie :-)

A jeśli chodzi o garnek rzymski to jest to taki fajny gliniany wynalazek :-) Można w nim przygotowywać przeróżne potrawy bez tłuszczu, w tym również piec chleb, który według fachowców ma nieziemsko chrupiącą skórkę :-) W sumie ten kwaśny miał... ;-)
O takie coś to jest, fajne! :-)

środa, 5 stycznia 2011

Pocztówka znad morza

Pogoda u nas dziś tak cudowna - mroźno, słonecznie i bezchmurnie - że z Tomciem i moją Mamą pojechaliśmy nad morze. Widoki przepiękne, bo Bałtyk przy brzegu zamarzł. Było prawie jak na lodowcu ;-) Dla Tomcia na pewno, bo zamarznięte fale musiały być z jego perspektywy kolosalne :-)





A czy ktoś zgadnie, gdzie my właściwie byliśmy? ;-) Poniższe zdjęcia będą sporymi podpowiedziami ;-)



To był cudowny spacer! Ostatnio nieczęsto zdarzały się tak słoneczne dni. Naładowaliśmy akumulatorki na cały tydzień :-)